jazda samochodem a kieszonkowe

Temat przeniesiony do archwium.
Co sodzicie o tym.Ja zarabiam 55 funtow na tydzien ale musze wszedzie jezdzic samochodem bo tu nawet autobus nie jezdzi i nawet jak sie chce z kims spotkac to musze jechac samochodem.Nie wiem czy powinnam powiedziec zeby mi cos dorzucili do tygodniowki bo ja naprawde trace duzo na paliwo.Co wy o tym sadzicie?Poza tym rodzinka jest ok ale te dojazdy i zero znajomych w poblizu jest okropne.Nawet piwa sie nie moge napic w barze bo jestem autem okropienstwo.Zastanowcie sie dwa razy zanim zdecydyjecie sie wyjechac na wies.
Wiem dobrze o czym mowisz. Ja pierwsza rodzine tez mialam na zadupiu zdaleka od wszystkiego i wszedzie tylko autem mozna bylo sie dostac. Tylko moja rodzina dawala mi ekstra kase na paliwo, wiec problemu nie bylo. Swoja droga z tego co wiem to 55 funtow to jest ta najnizsza, to nawet w przeliczeniu na zlotowki to sa grosze, to szczerze wspolczuje ze musisz sama tankowac. I pogadaj z nimi.
z mojego 350 na reke ok 130 miesiecznie idzie na benzyne wiec rozumiem sytuacje doskonale - z tym ze autobus jeszcze bylby drozszy.
i jeszcze dzieciaki musze wozic, ale ostatnio wreszcie na koniec sie zbuntowalam no i host sie raz w miesiacu dorzuca - tylko ze ja juz za miesiac stad spadam
w sumie jakbys z nimi pogadala to pewnie by ci powiedzieli, ze sama sie zgodzilas na takie warunki kiedys :(
moim sposobem jest po prostu oszczedzanie, siedze w domu i k.rwica lapie
oj ja tez bylam au pair na wsi i wszedzie samochodem, pociag co prawde niby tez byl ale do niego musialabym jeszcze 3 km dojezdzac rowerkiem.rodzinka niby spoko. Z benzyna roznie bylo, w zasadzie do szkoly oni tankowali, i ze niby jak na imprezke czy do znajomych tez oni ( w praktyce roznie to bywalo)
dalsze wypady powyz 50 km sama tankowalam.

a wiec ja uwazam ze na wies nie ma co sie ladowac
(nie chodzi tylko o tankowanie)