Ja mam i miałam... na ustnym na filologię, przez co oblałam :-( Maturę ustną zdałam na 6, a przecież była jakiś miesiąc (jak nie mniej) przed egzaminem. Znałam kilka osób w komisji, wszyscy byli uśmiechnięci, więc nie miałam wrażenia, że tylko czekają aż się gdzieś potknę, a ja po wyjściu byłam z siebie zadowolona. Niestety wchodząc do sali na egzaminie na filologię nie wiedziałam co powiedzieć, zatkało mnie, a jak już coś mówiłam to egzaminatorzy zbijali mnie z tropu. OMG to było straszne i znowu się tego boję, chociaż przygotowuję się do FCE, a nie CAE, ale jak już tu zajrzałam to chciałam się wypowiedzieć. Od października miałam kilka nauczycielek (tak się jakoś źle złożyło, że żadna nie była w stanie wywiązać się z umowy, aby przygotować mnie do egzaminu i w końcu teraz kogoś znalazłam), więc co jakiś czas musiałam "przełamywać lody", żeby z nimi rozmawiać po angielsku. Wcześniej jak pytały z czym mam problemy to mówiłam, że głównie z mówieniem. Ale już po pierwszej takiej konwersacji stwierdziły, że radzę sobie dobrze. Jedna nawet zażartowała, że być może mówię za dużo i żebym na FCE dała dojść do głosu drugiej osobie. Ale dalej mam obawy, że sytuacja sprzed kilku lat się powtórzy.
Obawiam się jeszcze trochę listeningu bo nasłuchałam się dużo o tym, że zwykle jest kiepskie nagłośnienie.