Po filologii - kariera czy rodzina ?

Temat przeniesiony do archwium
Dzieczyny,
Co planujecie po filologii ang. ?
Karierę (np. praca), czy rodzinę (np. znaleźć męża...) ?
E.
oh jeeessuuuss....
juz głupszego pytania nie mogłas wymyslic :/
Rozumiem, ze na filologie poszlas po to, zeby zlapac meza (no bo po co Ci studia, skoro masz zamiar zajac sie rodzina), a ze sie nie udalo zastanawiasz czy moze poswiecic sie poszukiwaniom meza czy ewnentualnie jednak podjac prace skoro juz sie zostalo tym filologiem...

Wiesz co? Ja tez kiedys bede filologiem. Problem szukania meza mam juz raczej z glowy (bo chyba znalazlam odpowiedniego kandydata) i mam zamiar nie dosc, ze pracowac, to jeszcze sie rozwijac i miec wiecej niz 1 dziecko. Zapewniam, ze naparwde wielu kobietom sie to udaje. No tak, nie kazda zajmuje sie szukaniem meza na sile...
hehehe, żeby złapac męża to się dziewczyno, na polibudę idzie!
wtedy to masz wybór!
a te kilka sztuk na anglistyce to mało.

a zresztą, jak babeczka jest sensowna, to chocby była i po studium jakimś, to męża i tak znajdzie, a jak sa jakieś takie niewiadomo co nawet po doktoratach, to i tak nie ma chętnych.

a np tu w Wawie to zaobserwowaliśmy z ziomalami, że jak dziewczyna mówi, ze jest nauczycielką, to co niektórzy faceci nie są zainteresowani, bo wolą takie, które w firmach pracują, a nie dzieci uczą za mniej niż pół średniej krajowej, niestety kasa się liczy i ludzie na to patrza, bo wiadomo, że zapewne rodzinka będzie kręcić nosem na nauczycielkę.
A jeśli ktoś jest nauczycielem w szkole prywatnej albo w studium języków obcych to co?:> Lektorzy mojego studium na brak kasy nie narzekali, a i w głowach mieli nieźle poukładane, zwłaszcza że większość z nich wykładała na Harwardzie i innych prestiżowych uniwerkach. A w szkołach nie-prywatnych dorabiali tylko do emerytury.:)

Moja mama jest nauczycielką, mgr +studia podyplomowe i jakoś na nią nikt nosem nie kręci, wszyscy ją szanują za to że jest osobą myślącą, ma głowę na swoim miejscu i stawia coś ponad kasę - rodzinę i uczciwość.
pozdrowionka ziomale :) i wszyscy inni:)
Uwazam, ze powinno sie wprowadzic nakaz odplatnosci, jezeli absolwent(ka) studiow dziennych, ksztalcony/a za panstwowe pieniadze postanawia nic z tym wyksztalceniem nie robic (dla spoleczenstwa) i poswiecic sie jedynie rodzinie.
Studia bezplatne powinny byc zarezerwowane dla tych, co zrwoca w jakiejs formie spoleczenstwu koszt ich nauki. A studia wylacznie dla przyjemnosci i satysfajkcji wlasnej powinny byc odplatne. Bo zeby byc kura tudziez kurakiem domowym, nie potrzeba nikomu tytulu mgr i mozna sie rozwijac samodzielnie.

Pozdrawiam,
Kociamama.
Ciekawa teoria, nie powiem:). Ja po anglistyce nie zamierzam być nauczycielką w państwowej szkole, gdzie nie dość że w grupie jest 20 osób, nie można dotrzeć do każdego w ciągu tych 3h/tyg, nie można się rozwijać, jeśli klasa co roku dostaje nowego nauczyciela i każdy musi zaczynać własciwie od zera. Ponadto nie kazdego stać to , żeby płacic powiedzmy 4000 rocznie +podreczniki +kserowki za studia.

Poszłam na studia dla własnej satysfakcji. Uważam, że osoby które uczą się z pasją, mogą dać więcej pożytku społeczeństwu aniżeli te, które studiują tylko po to, żeby później \"robić na państwowym\" i pracować w branzy, która im w ogóle nie pasuje. Myślę też, że osoby z wyższym wykształceniem, które chcą się dalej rozwijać i mają trochę oleju w głowie, nie szły na studia po to, by zaraz po nich zajść w ciążę i zostać \"kurami domowymi\' (przy czym nie kazdy kto zakłada rodzinę zanim zrobi karierę jest gorszy- to jego wybór). jesli ktos chce \'zlapac meza\' to robi to raczej po maturze a nie po magisterce.

>Studia bezplatne powinny byc zarezerwowane dla tych, co zrwoca w >jakiejs formie spoleczenstwu koszt ich nauki

a uczniowie szkół prywatnych, szkół językowych tudzież ludzi prywatnych biorących korepetycje to nie społeczeństwo?!

Pozdrowionka:)
Aguś
Droga Agus,

nie twierdze, ze po skonczeniu studiow dziennych powinno sie \"robic na panstwowym\". To juz kazdego wolny wybor, ale powinno sie w jakis sposob odpracowac, zeby w tej formie splacic kredyt zaciagniety od spoleczenstwa.

Czy pracujesz w szkole prywatnej, czy w panstwowej, czy udzielasz korepetycji w domu, czy pracujesz na kursach, robisz szkolenia w firmach , czy moze pracujesz w jakiejs firmie, nie ma znaczenia, ale wazne jest to, ze utrzymujesz sie samodzielnie, wykorzystujesz wiedze zdobyta na studiach, zarabiasz na swoj ZUS i spoleczenstwo nie sponsoruje Ciebie w zaden sposob.

A gdy zaraz po studiach czlowiek decyduje sie na zalozenie rodziny i nie odpracowuje bezplatnych studiow, jest to nieuczciwe, z mojego punktu widzenia. Idzie na marne praca wlozona w przygotowanie czlowieka do zawodu, takze pieniadze, ktore daja podatnicy.

W dodatku jeszcze, czesto rodziny, gdzie jedna osoba nie pracuje, sa dotowane przez panstwo poprzez jakies zasilki, zapomogi (z powodu kiepskiej sytuacji materialnej), a takze ich dzieci otrzymuja predzej stypendia socjalne.

Pozdrawiam,
KOciamama.
A za te stypendia i zasiłki płacimy MY- obywatele. Nie mówiąc o tym, że takie osoby zajmują miejsca ludziom którzy chcą później się kształcić i pracować.
Ale też nie generalizujmy, iele osób nie wie, co chce robić po studiach, tzn gdzie chce pracować, to po pierwsze. Po drugie- nie oszukujmy się, o pracę dzisiaj trudno i często trzeba brać, co jest, żeby mieć się za co utrzymać. Wtedy nie ma czasu na myślenie czy odpracowujemy państwu to, co w nas zainwestowało na studiach. Wtedy jest czas na myślenie, czy wystarczy do pierwszego.
Jestem jednak pełna optymizmu:)
pozdrawiam
Aguś
Ciesze sie, ze sie ze mna zgadzasz;))

Co do pracy, to roznie z tym bywa. WIele osob narzeka, ze praca im nie odpowiada, albo, ze nie moga znalezc takiej, jak sobie wymarzyli, albo, ze wszystko tylko po znajomosci.

Coz, powiem szczerze, ze nie mialam (odpukac) problemow ze znalezieniem pracy (jescze?) Nawet zdarzalo mi sie odrzucac (pozornie) intratne oferty, tzn. niby dochodowe, ale z nie dajace satysfakcji (w moim rozumieniu). Moze dlatego, ze mieszkam w bogatym regionie(trojmiasto), a moze dlatego, ze sama sie tez o swoja prace troszcze jak trzeba, a lekcji angielskiego udzialam od III klasy liceum. Tylko, ze ja zawsze chcialam byc nauczycielem, i kazde korepetycje byly kolejnym doswiadczeniem.

Na razie, bazujac na moich wlasnych doswiadczeniach (obserwujac tez znajomych) widze, ze nie pracuja ci, ktorzy pracy nie szukaja, bo im sie nie chce, a nieraz nawet odmawiaja intratnych posadek z jakis tam powodow (np, bo trzeba by sie do Wawy przeprowadzic itp) a ci, ktorym na tym zalezy robia to, co lubia, iczerpia z tego przyzwoite pieniadze. (moze moje potrzeby sa skromne i rozumiem co innego pod haslem przyzwoite niz inni).

Anyway, my point is, ze nie ma co narzekac na brak pracy, zanim sie zacznie jej szukac, i tez nalezy szukac takiej pracy, na jaka sie ma ambicje. Bo na pewno nie zostanie sie np. dyrektorem korporacji, jak sie szuka pracy w barach rybnych.

Pozdrawiam,
i zycze optymizmu,
Kociamama.
Temat przeniesiony do archwium