BARDZO PROSZĘ - podzielcie się wspomneniami! :)

Temat przeniesiony do archwium
Witam Wszystkich bardzo gorąco!
Zwracam się z ogromną prośbą do absolwentów filologii angielskiej - podzielcie sie wspomnieniami z czasów gdy byliście na studiach! W tym roku zaczynam studiować zaocznie filologię angielską i bardzo chciałabym znać Wasze wspomnienia, odczucia itp. Proszę Was odezwijcie się Kochani! Byłoby mi bardzo miło!
Konfiturko, wydaje mi się, że bardzo dużo zalezy od tego, na jakiej uczelni studiujesz... Ja studiowałam na KUL-u, obroniłam się rok temu. Najgorszy chyba był 1 rok, bo wtedy na KUL-u (chyba do dziś tak jest???) jeśli sie nawet nie zaliczyło jednego przedmiotu, nie wspominając o oblanym egzaminie, to sie wylatywało ze studiów na zbity wiesz co. Dlatego ten rok był dla mnie najbardziej stresujący. Poza tym, I i II rok studiów to było szlifowanie języka, nauka słówek, poprawa wymowy, generalnie podciąganie się do poziomu CPE. Dlatego chyba był najtrudniejszy. Potem dzieliliśmy się na językonawców i literaturoznawców, było więcej ciekawych przedmiotów związanych z naszymi zainteresowaniami. Najfajnieszy chyba był 5 rok, bo robiłam to, co mnie interesowało, pracowałam we własnym tempie i właściwie samodzielnie, więc tak, jak lubię. Na KUL-u były jeszcze takie ogólne przedmioty, jak filozofia, etyka, psychologia... Więc było co robić.
Generalnie anglistka w moim mniemaniu nie jest łatwym przedmiotem do studiowania. Wbrew temu, co się sądzi, to nie jest kurs językowy. Owszem, szlifuje się język, ale później ten język trzeba stosować do głębszego wgryzania się w tematy językoznawcze i kulturoznawcze. Wyobraź sobie, jaki przeżyłam szok, jak na I roku musiałam czytać podręczniki akademickie np. o fonetyce po angielsku! To nie jest takie proste! Dlatego pierwsze lata to kucie, kucie, kucie... A potem to już jakoś zleci...
Nie wiem, czy odpowiedziałam na Twoje pytanie. Jakbyś chciała pogadać o anglistyce, to mój numer [gg] .
Pozdrawiam!
Absolwentka
Dzięki !!!
Ale proszę Was drodzy , napiszcie coś jeszcze... :-)
Studia sa jak kazde inne tyle ze wszystko po angielsku :-) z wyjatkiem Laciny na pierwszym roku. Pierwsze 2 lata to byl dla mnie koszmarem - wiedzialem ze anglistyka to nie kurs jezykowy ale nie zdawalem sobie sprawy z ilosci literatury ktora trzeba bedzie przeczytac. Nie jestem fanem ksiazek wiec nie bylo to mile ale egzaminy sie pozdawalo choc nie zawsze za pierwszym razem. Od 3 roku to byl juz luzik, szczegolnie ze specjalizowalem sie w kulturowce amerykanskiej a prace mgr pisalem na temat filmow. Ogolnie milo wspominam te 5 lat choc nie raz podczas studiow mialem serdecznie dosc ale tak chyba jest na kazdym kierunku. Niezaprzecalny plus to fakt ze po skonczeniu studiow moi znajomi po geologiach, historiach, ekonomiach etc ustawili sie w kolejce do posredniaka a ja zaczalem prace na wlasny rachunek jako lektor z dzialalnoscia gospodarcza wspolpracujacy ze szkolami jezykowymi i robie przyzwoita kaske - choc fakt pare lat wczesniej bylo ponoc jeszcze lepiej.
Zgadzam sie z przedmowcami :) To nie sa piecioletnie wakacje - jesli sie nie ma zainteresowan jezykowo-literackich to moze byc ciezko wytrzymac maraton z ksiazkami... Czy tylko na UMK byly egzaminy z literatury powszechnej? Ode mnie chcieli zebym przeczytala W poszukiwaniu straconego czasu... To bym wtedy miala DUZO straconego czasu :) Ale jesli sie to lubi to na pewno warto - te studia rozwijaja ogolnie. I mozna poznac ludzi na poziomie - mam na mysli zarowno studentow jak i kadre. Ja na pewno nie zaluje. I prawda ze praca dla anglistow nadal lezy na ulicy - ia znalazlam bez bolu.
Dziękuję Wam Kochani!!! Wiem że czeka mnie trudny rok, mam nadzieje że uda mi się przebrnąć przez te dwa semestry i że w przyszłym roku będę już na drugim roku... Kocham język angielski i interesuje mnie wszystko co jest z nim związane. Pozdrawiam Wszystkich i mam nadzieję że jeszcze ktoś podzieli się swymi wspomnieniami ze studiów... :)
Temat przeniesiony do archwium