Czytanie książek a brak wiedzy

Dzień dobry
Zastanawia mnie kwestia dotycząca czytania książek po angielsku jako forma nauki języka. Z wielu źródeł wiem, że warto czytać po angielsku, bo to powoduje że się zapamiętuje więcej słów itp.
Jednak co w kwestii gdy czytam coś po angielsku ale moje słabe słownictwo pozwala mi na średnie bądź słabe zrozumienie tego co czytam.
Chodzi mi o to, czy jest sens po prostu czytać, a dokładniej patrzeć na tekst i go powtarzać w głowie (tak wiem, nie jest to najszybszy sposób i eksperci od szybkiego czytania zjedli by mnie za subwokalizację), bez większego zrozumienia? Czy to tylko strata czasu (oczywiście nie wybieram na sam start czytanie książek jakichś profesorów od technicznych zajęć tylko coś pokroju Harry Potter (słyszałem, że jest dobry na start)).
Pozdrawiam cieplutko i z góry dziękuję za każdy komentarz :)
dostosować poziom książek do swojego poziomu języka i czytać. Bez jakiegoś uporczywego powtarzania w głowie po prostu czytać dużo książek na swoim poziomie Nie piszesz jaki masz poziom języka ale można zacząć na przykład od książek dla dzieci.
Nie czytałam Harry Potter, wiec nie mam odniesienia.
Cytat: chippy
dostosować poziom książek do swojego poziomu języka i czytać. Bez jakiegoś uporczywego powtarzania w głowie po prostu czytać dużo książek na swoim poziomie Nie piszesz jaki masz poziom języka ale można zacząć na przykład od książek dla dzieci.
Nie czytałam Harry Potter, wiec nie mam odniesienia.

Gdzieś pomiędzy A2/B1
Oczywiście jest sens czytania książek po angielsku, nawet jak wszystkiego nie zrozumiesz. Najlepiej słuchać jednocześnie audiobook-a, by jednocześnie słyszeć wymowę. Z czasem będziesz rozumiał coraz więcej i jednocześnie poćwiczysz składnię, rozumienie tekstu i nauczysz słówek. Z doświadczenia powiem, że z reguły najprostsze są książki tłumaczone na język angielski, np. książki Haruki Murakamiego ( np. Norwegian Wood), a nie książki pisane po angielsku Jeżeli tylko jesteś w stanie zrozumieć podstawowy tok zdarzeń, ma to sens. Jeżeli nie, to najlepiej byłoby mieć egzemplarz w języku polskim i porównywać z tekstem angielskim.
Z doświadczenia powiem, że z reguły najprostsze są książki tłumaczone na język angielski... a nie książki pisane po angielsku
Roznie z tym bywa. Mam ksiazke tlumaczona przez Niemke z rosyjskiego na angielski. Niektore zdania sa niezrozumiale. Dobrze,ze moglam zajrzec do wersji polskiej, bo nie wiadomo bylo o chodzi.
Najwazniejszy jest poziom jezyka. Ja bym wolala czytac kssiazki oryginalne, nie tlumaczone.
chippy. Zgadzam się, dlatego napisałem z reguły, bo co do zasady tak jest. Np. taki Folwark Zwierzęcy jest napisany bardzo prostym językiem, a tłumaczone książki specjalistyczne byłyby na pewno trudniejsze. Ja mam taką książkę tłumaczoną na angielski, że wersja polska jest dla mnie nie do czytania, a wersja angielska to cud, miód i malina:) Kiedyś spotkałem się z beznadziejnie napisaną książką w języku nieniemieckim, napisaną przez osobę, dla której język niemiecki jest drugim językiem. Były słowa, których nie było w żadnym słowniku, różne dziwne konstrukcje. Dało się to zrozumieć, ale tak osoby niemieckojęzyczne nie mówią ani nie piszą. Książka była współczesna i do pobrania za darmo, pewnie nikt jej oficjalnie nie wydał.
książki specjalistyczne byłyby na pewno trudniejsze.
Mamy do czynienia z A2/B1
Osoba na takim poziomie niekoniecznie odrozni dobre tlumaczenie od zlego, dlatego trzymalabym sie tekstow oryginalnych.
jaki książki polecacie na poziomie B1?
Oczywiście, że czytanie ma sens. Trzeba tylko dostosować książkę do poziomu znajomości języka.

(przy okazji bardzo proszę nauczycieli o udział w anonimowym kwestionariuszu na temat edukacji włączającej: https://forms.gle/zuYnJ3DtyZ8TSy9Q6 ) Z góry serdecznie dziękuję <3
Ja czytam książki w oryginale lub tłumaczeniu na angielski (z wykluczeniem tych oryginalnie polskich - zatem: Sun Tzu, Victor Hugo - w wersji angielskiej; jakieś Wiedźmaki itp - raczej nie.). Generalnie robię to dla przyjemności, zatem nie bawię się w powtarzanie czegokolwiek w myślach/głowie etc., przy czym - jeżeli jest to ebook, zawsze korzystam z dołączonego (np. do Kindle'a) słowniczka monojęzycznego i zaznaczam sobie słowa, których nie znam (niektóre mogę sobie później wprowadzić do aplikacji do nauki słów i zwrotów - np. Mnemosyne czy Anki - przy czym korzystam z tego pierwszego).
Jeżeli chodzi o tzw. "szybkie czytanie" - to wydaje mi się, że zostało to zdebunkowane - jako udany sposób na kasę dla tzw. trenerów i "teoretyków" szybkiego czytania - którzy okazali się ekspertami od szybkiego przerzucania stron, z zerowym zrozumieniem tego co na tych stronach jest.
Jeżeli chodzi o łatwość czytania - literatura piękna vs literatura naukowa/techniczna - ta druga jest zwykle łatwiejsza do przeczytania, wbrew pozorom - jeżeli oczywiście znasz się na branży, której dotyczy. W literaturze pięknej autor sam musi często ogarnąć słownictwo dotyczące świata, który opisuje i będzie się chciał tym pochwalić, przynajmniej na początku - jeżeli będzie to np. literatura marynistyczna [...] - tu wpada jakakolwiek książka Josepha Conrada w oryginale.
Z trochę bardziej egzotycznych klimatów: trochę czasu temu czytałem "Clan of the Cave Bear" - i pomijając fakt, że są to totalne bzdury (chociaż historia jest dość epicka i czyta się to bardzo przyjemnie), a z życiem neandertalczyków to ma mniej wspólnego, niż świat Star Treka z życiem kosmitów... Mimo to, autorka rzuca w czytelnika nazwami fauny i flory, z którymi zapewne mieli problem nawet native speakerzy... Dlatego przy okazji - podział na tzw. słowa "potrzebne" i "niepotrzebne" (a z tego, co widzę jest to tu dość częste) wydaje mi się też trochę nietrafiony.

« 

Pomoc językowa - tłumaczenia