No i jak po pierwszym roku ?

Temat przeniesiony do archwium
Chcialabym poznac opinie studentow po pierwszym roku studiowania filologii angielskiej. Jak teraz się zapatrujecie na ten kierunek, czy rzeczywiście jest on spełnieniem Waszych marzeń. Czym byliście mile zaskoczeni, a czym rozczarowani ?
Napiszcie w sumie jak Wasz pierwszy rok wygladadał.Jak podobaly się Wam wyklady...no i przedmioty.Czy na pierwszym roku jest czas na udzielanie korepetycji?

Serdecznie pozdrawiam i życze milego wypoczynku wakacyjnego ;-]
ale co mi tam odpiszę....studia OK , szokeim był ogrom przedmiotów typowo językowych, alew takiej opisówce się zakochałam, językoznawstow mnie lekko nudziło , kocham historię i obie literatury...co do praktycznej częsci, do niczego mamy blok PNJA , zero wymagań (przesadzam, ale słabiutko było) a potem jak nas zaskoczyli na egzaminie z praktycznej...no i pół roku przyjedzie na wrzesień...pierwszy rok to stosunkowo mało przedmiotów , drugi to bedzie bajka...ale muszę najpierw zdać na drugi...gdzies po drodze w ciagu razy przejdzie Ci przez głowę myśl...co ja tutaj robię, to nie dka mnie, porażka lub jestem debilem....pozniej zdajesz sobie sprawe, ze sama anglistyka malo moze Ci dać...w miedzyczasie sejm zaskoczy Cie jakas ustawa o dwukierunkowosci w nauczaniu i skutecznie zadba o to abys sie nie nudzil/ nudzila, czytaj skróci Ci sen do 4 godzin na dobe....tak tylko strasze, bo studia sa swietne...dla kazdego , czyli dla pasjonatow i nadambitnych kujonow , ktorych wiecej anizeli mniej...a i ciezko o przyjaznie, ale mowie o swojej uczelni...
Hej!:)
Pierwszy rok skonczylam wlasnie dzisiaj, wiec sie wypowiem.
Studiuje na US.
Mimo tego, ze zdarzalo mi sie narzekac, to ogolnie rzecz biorac, podoba mi sie.
Mam zastrzezenia co do budynkow i warunkow, w ktorych sie uczymy (miniaturowe salki w piwnicy, w ktorych jest okropnie duszno i goraco tez sie nam trafiaja). No i ogolnie Sosnowiec to nie jest przyjemne miasto.
Jesli chodzi o studia, to nie przypadly mi do gustu niektore przedmioty, zwlaszcza filozofia, ktora byla po prostu mordega (dr Radzioch to dosc pokrecony indiwidualista). Nie podobalo mi sie rowniez composition w drugim semestrze (z mgr Wegrzynem), bo wiedzielismy wiecej niz nasz teacher:P
Z pozytywow: masa bardzo interesujacych przedmiotow i fajnych wykladowcow. Podobal mi sie wstep do jezykoznawstwa z dr Solska. Super byly cwiczenia z historii literatury angielskiej z dr Boryslawskim, pelen pasji i zaangazowania, sympatyczny czlowiek. Nawet gramatyke opisowa z czasem polubilam, choc na wyklady z dr Cetnarowska chodzic sie nie oplaca (zwlaszcza, ze jest mozliwosc bycia zwolnionym z egzaminu na podstawie ocen z cwiczen). Przedmiotow praktycznych jest stosunkowo niewiele (comprehension, composition, gramatyka, fonetyka praktyczna i konwersacje). Comprehension sialo postrach, po pierwszym semestrze az 10 osob odpadlo z powodu niezaliczonego kolokwium. Prawadzacy sztywny i flegmatyczny, ale przynajmniej zawsze przygotowany, dla kazdego mial kserowki i zmusil nas do takiej pracy, ze Vince'a znamy prawie na pamiec. Konwersacje mielismy z nativem, a podobno nie zawsze i nie wszedzie tak jest. Miniusem jest to, ze nie mozna sobie wybrac, czy chcesz miec na fonetyce brytyjski czy amerykanski, jest to wlasciwie dzielem przypadku, co sie ktorej grupie trafi.
Zajec jest sporo, zwlaszcza w pierwszym semestrze. Czasami koncza sie pozno - 19:30, 17:50 to jest standard :] W drugim semestrze bylo luzniej. Ilosc egzaminow rozlozyla sie dokladnie odwrotnie, gdyz po pierwszym semestrze byly dwa (jezykoznawstwo i filozofia), a po drugim duzo wiecej: PNJA (pisemny+ustny), niemiecki (pisemny+ustny), gramatyka opisowa, literaturoznawstwo i literatura angielska.
Ludzie sa cudowni, zwlaszcza grupy nauczycielskie trzymaja sie razem:) Kulturowka (poza nielicznymi wyjatkami) i tlumaczeniowki sie od nas izoluja chyba ;)
Reasumujac, nie zmienilabym tych studiow na zadne inne.
napisz coś więcej o wykładowcach, z którymi miałaś poszczególne zajęcia. W jaki sposób prowadzili swoje zajęcia ?
tylko następnym razem proszę nie zamieszczać nazwisk...jest to przecież naruszenie cudzej prywatności.
Witam, niech i mnie wolno będzie wolno podsumować swoje wrażenia po piewszym roku studiów na UŚ-iu. Oprócz bagażu wiedzy językoznawczej jak również z zakresu kultury i literatury co jeszcze wyniosłam przez ten rok, to wspaniała atmosfera studiowania, nawyk systematycznej pracy, której wymaga rytm zajęć, uzależenienie od słownika [sic!], na pewno samodyscyplina i na pewno umiejętność doceniania tych paru chwil wolnego czasu w przerwie pomiędzy bieganią między instytutami. Cudowna atmosfera to zasługa przede wszystkim studiujących ale też i wykładowców. Wśród studentów nie ma jakiejś zażartej konkurencji czy wzajemnego utrudniania sobie życia- wszyscy na ogół staramy się sobie pomagać, wymieniać notatkami, informacjami. Wykładowcy to (na ogół) też ludzie z pasją, kompetentni i potrafiący zainspirować swoim przedmiotem- nie tylko wbić do głowy suche definicje i teorię na temat, gdzie użyć jakiego czasu. Podsumowując, zgadzam się z grubsza z tym, co napisała Natch. A co do mojej grupy, to przyznam, że rzeczywiście czuje sie troszkę "wyizolowana" (np. faktem, że jako jedyni na roku mieliśmy innego prowadzącego z comprehension- co wcale nie przeszkodziło temu, że również wymógł na nas wykucie Vince'a na pamięć co, jak sie później okazało na egzaminie, wyszło nam na dobre ;-)).
Pozdrawiam.
daisy_crazy, nie sadze, by to bylo naruszanie cudzej prywatnosci. Nie pisze o ich zyciu prywatnym, tylko zawodowym. A komus sie to moze w przyszlosci przydac.
ABC, powiem tak: najmilej wspominam nastepujace osoby:
dr Boryslawski (za pasje i szacunek do studentow),
dr Szczesniak (za caloksztalt i swietny amerykanski akcent),
dr Kijak (poczatkowo wydaje sie straszny, z biegiem czasu robi sie supersympatyczny),
dr Solska (za klarowne prowadzenie zajec).
Ciekawostka jest prof. Borkowska. Bardzo interesujaca jest kultura z dr Kubisz.

O tych, ktorzy mi do gustu nie przypadli na forum nie bede pisac, bo sie jeszcze ktos oburzy :]
Dziwczyny, a czy na pierwszym roku znajdzie się czas na udzielania korepetycji dla podratowania swojego studenckiego budżetu ;-] oczywiście bez "nadszarpnięcia" ocen ?
no dawaj o tych Bad Boys na UŚ :)
Ja mysle, ze dawanie korepetycji, jesli robisz to dobrze, nie tylko nie "nadszarpuje" ocen, ale jeszcze dzieki temu oceny ma sie lepsze. Zalezy oczywiscie kogo uczysz, ale nawet jesli poczatkujacych, trzeba caly czas mowic do ucznia po angielsku, wiec clay czas cwiczysz wymowe, fluency itd. jak brakuje ci jakiegos lsowka, to sprawdz je, jak uczen o cos pyta, tez nalezy sprawdzic, a nie ignorowac, ze to durne pytanie, a slowo nieistotne. i tym wlasnie spososbem sie uczysz coraz wiecej.

najlepiej oczywiscie jak uczysz ludzi na poziomie min. intermediate, bo wtedy mozesz im dawac jakies tekty do czytania, a tam zawsze sie jakies nowe slowka trafia, zagadnienie gramatyczne dobrze sobie powtarzac przed lekcja, a nie stwioerdzac, umiem to, zawsze mozna sie czegos nowego dowiedziec. Oczywiscie nie musisz, nawet nie mozesz przekazac intermediate learnerowi calej wiedyz na temat, ale odbrze sobie ja odswiezyc.

ja na pierwszym i drugim roku dawalam sporo korkow a oceny mam bardzo dobre, wiec jestem najlepszym przykladem tego, ze to dziala;)
A czy osoby ktorym udziala się korepetycji częto zwracają uwage na to czy student ma certyfikaty czy nie? Mam nadzieje, że liczy się dla nich przedewszystkim wiedza i podejście korepetytora ;]
Little Brown, ja nie udzielalam korkow przez pierwszy rok, ale kilka osob ode mnie z grupy tak. Jedna dziewczyna miala trzech uczniow w tygodniu, a oceny bardzo dobre. Chciec, to moc. Mi sie nie chcialo :]

ABC, Bad Boys :> A raczej BAD GIRL. Uwazajcie na juz teraz Pania DR Zacharz. Naszemu rocznikowi zalazla za skore wybitnie mocno.
Jesli jestes studentka filologii czy NKJO to znaczy, ze cos tam wiesz, skoro sie tam dostalas. Jednak mysle, ze certyfikat jest karta przetargowa, no bo poziom roznych uczelni jest rozny a jak masz CPE, czy CAE to juz wiadomo jaka masz wiedze (dosc zaawansowana).
A mogę wiedzieć jak najlepiej pozyskać uczniów na pierwszym roku...wiadomo nie ma się jeszcze wielkiego doświadczenie ( no chyba, że ktoś udzielał korepetycji w liceum ) no i konkurencję ze strony starszych studentów i nie tylko.

Widzę, że w tym wątku udzielają się przede wszystkim studentki UŚ ;], a może też studenci innych uczelni wypowiedzą się jak minął im pierwszy rok studiowania :]

Pozdr.
hej ja tez jestem juz po I roku i podobnie jak osoby wyzej udzielalam korpetycji przez caly pierwszy rok....poprostu lubie to robie i podobno dobrze to robie bo sa ludzie ze mnie zadowoleni i obiecali ze odezwa sie od wrzesmia;) a jesli chodzi o sbosob w jaki ich sobie pozyskalam to np: internet, gazeta, na uczlnie oglosznie i po znajomych sie rozeszlo ;) nie boj sie tylko ...milej zabawy z angielskim;)
Temat przeniesiony do archwium

« 

Pomoc językowa

 »

Praca za granicą