Beware of ILS!

Temat przeniesiony do archwium
1) - Of course, it\'s a basic thing to know foreign languages, but linguistics is not fun to study. In your place I\'d do something useful, like public administration. - tak oto podsumowała moje studia w ILS-ie na UW(ang, fr) pewna czterdziestoletnia amerykanka, którą zaczepiłem niegdyś w autobusie.
I niestety kurde, doświadczenie pokazało, że miała rację. W ILS-ie oprócz zajęc z pedagogiki i polskiego nie ma nic rewelacyjnego. To taka szkółka, i to raczej kiepska. Niezorganizowana. Nudna. Bezproduktywna. I obdrapana. Jeśli naprawde kochacie angielski, to odradzam studia językowe, szczególnie te na UW. Ona sprawiają, ze wasz poziom języka ... spada na łeb na szyję. A najlepiej bedziecie umiec angielski, na egzaminach wstępnych. Potem człowiek się już tylko stacza.

2)Osoby, które dostały sie i na anglistykę i na lingwistykę, wybrały to drugie. Ja też niestyty do tych osób należę. Chciałbym przy okazji zdementować tę bzdurną opinię, że trzeba na IA po kilka lat zdawać. Zarówno ja jaki moi znajmoi dostaliśmy się na luzaku za pierwszym razem. Nie mniej jednak, teraz, po roku studiów na ILS-ie, żałuję ze nie poszedłem do IA, bo może chociaz bym jednego języka się nauczył, bowiem, na ILS-ie practical English trwa (aż) 2 lata i jest taki hmm... \'next to nothing\'.

3)Z kolei o anglistyce słyszałem też ciekawe historie, np. że ludzie robią błędy językowe na poziomie liceum i ze absolutnie niczego sie tam człowiek nie uczy. Ze mało zajęc. Że wykładowcy mają cię w ... nosie. Że raczej nudno. I że dla hobbistów:)

4) Moim zdaniem, my angliści (lingwiści) jesteśmy zbyt zdolni żeby studiowac na anglistyce/lingwistyce. Give it a thought! And do something useful!:)
Hej, na serio na ILS jest tak strasznie?? od pazdziernika zaczynam tam studiowac, wydawalo mi sie, ze spelnilo sie moje marzenie, a tu taki psikus... no nic zobaczymy jak bedzie...
Jesli Anglistyka jest bezuzyteczna, to jeszcze bardziej bezuzyteczne sa wszelkie studia typu \'administracja i zarzadzanie\'. Produkcja bezrobotnych. A tak naprawde wszystkiego co jest czlowiekowi potrzebne do operowania na danym stanowisku w danej firmie mozna sie nauczyc na 2 tygodniowym kursie. Sorry jesli komus popsulem marzenia. Pogodzcie sie ze studia po prostu takie sa. Informatyka? Smiechu warte, zamiast studiowac informatyke lepiej te lata poswiecic na wlasnoreczna nauke programowania i administrowania serwerem. Owszem, bedziecie znali na wylot zagadnienia ze statystyki, matematyki dyskretnej...
Na 10 adminow ktorych znam moze 3 ma papier ukonczonego wydzialu informatyki. I czesto jest tak ze idzie tam juz po rozpoczeciu pracy, tak jak pewien moj znajomy.
Bo studia to szkolnictwo wyzsze. Praca naukowa, nie szkolna.
Na studia idzie sie dla papieru wyzszej uczelni. A papier uczelni panstwowej, takiej jak UW czy SGH jest ceniony na pewno wyzej niz szkol prywatnych, ktore moga miec nawet wyzszy poziom (co sie rzadko zdarza, ale sie zdarza - vide PJWSTK).
Panie Lampton, sieje Pan niepotrzebna panike. Jesli zasugerowales sie opinia amerykanki spotkanej w autobusie...to mowiac szczerze wspolczuje ze tak latwo sugerujesz sie opinia przypadkowo spotkanych ludzi. George W. Bush tez jest amerykaninem, ale nie uwierzylbym ani jednemu slowu tego kretyna, ktory machal do Steviego Wondera (w porzadku, Stevie jest slepy tylko od urodzenia).
Nie wiem jak jest na ILSie, ale na Anglistyce poziom jezyka naprawde sie poprawia. Mowie z wlasnego doswiadczenia. Oczywiscie mozna caly czas isc \"na olewke\", zdawac kolejne moduly \"dla zaliczenia\", a egzamin koncowy z modulow praktycznych zdac rowno z progiem zaliczenia. I wtedy rzeczywiscie czlowiek moze sie niczego nie nauczyc. Bron boze nie oskarzam Cie o cos takiego, nie znam ani Ciebie ani wydzialu ktory ukonczyles. Zauwaz jednak ze nauka jezyka (przynajmniej w IA) ma wymiar rowniez teoretyczny - poznajesz fonetyke, fonologie, zasady rzadzace jezykiem. To tez praca naukowa, ale sa to rzeczy ktore pomoga osiagnac ci poziom wyzszy niz jakakolwiek prywatna szkola jezykowa, gdzie poziom jezyka konczy sie na Proficency i BECach.
Warto zauwazyc pewna rzecz - wchodzimy do Unii. A doskonala znajomosc jezyka zawsze sie przyda. Nie mogac zwiazac konca z koncem mozna dawac chocby korepetycje, a zarobki w prywatnych szkolach jezykowych wcale nie sa takie zle jakby sie moglo wydawac. A rynek przezywa teraz przesyt wszystkich \'standartowych\' specjalnosci, jak ekonomia, bankowosc, administracja etc. W przyszlosci potrzebne beda raczej szerokie horyzonty myslowe i umiejetnosc dostosowania sie do nowej sytuacji niz scisla wiedza z danej dyscypliny. Dlatego warto isc na Psychologie, Socjologie, nauki polityczne etc. Anglistyka jako studia filologiczne rowniez czesciowo podpada pod taka kategoria.

Wiec glowa do gory ludzie, nie sugerujcie sie opiniami poszczegolnych ludzi. Wazne jest zeby wam sie wydzial podobal. Co osiagniecie w zyciu zalezy od studiow w 5-10%. W wiekszosci przypadkow decyduje slepy fart i wykorzystanie okazji. Takie sa moje spostrzezenia.
Musze tez powiedziec ze studia na Anglistyce na UW bardzo mi sie podobaja, ze wzgledu na mozliwosc ustalania wlasnego toku nauki wedle zainteresowan.
Zgadza się! Jestem po pierwszym roku owych sławetnych studiów i jedyny termin, jakim mogę okreslić to, co się tam wyprawia to żenada. jest to odwalanie chałtury w najgorszym wydaniu. To nie tylko nuda, to także darcie z ludzi pieniędzy za bardzo marną jakościowo ofertę.
Zgadzam się z Toylą, natomaist zupełnie nie zgadzam się z Joe. Jestem absolwentką anglistyki na KUL, więc przeszłam tę \"gehennę\'. Myslę, że wszytsko zależy od nastawienia i oczekiwan. Filologia to filologia, a nie kurs językowy. A jaki poziom będzie się reprezentować po skończeniu studiów, to zalezy od delikwenta. Są tacy, co kończą najepsze niby studia, a pracy nie mają, bo brakuje im tego czegoś, pomysłu na życie, inicjatywy, nie wiem czego jeszcze. Zresztą, z tego co widzę (mieszkam w Szczecinie), angliści póki co na brak pracy nie mogą narzekać, więc to nie jest taki zły kierunek chyba? A co do poziomu językowego, to na mojej uczelni na anglictyce naprawdę trzeba się było napracować. Miedzy tym, co reprezentowałam sobą na początku studiów a teraz to niebo i ziemia, a to jest zasługa wysokich wymagań moich wykładowców. Ci z moich kolegów, co olewali i uważali, że już wszystko wiedzą, przymusowo \"skończyli\" studia po I roku.
Być może lingwistyka na UW rzeczywiście jest na niskim poziomie, nie mam pojęcia. Ale to nie powód, żeby wszystkie studia tego typu uważać za bezużyteczne. Niepotrzebnie się w ten sposób miesza w głowach ludziom, którzy wybierają się na te studia.
Kochani angliści in-spe! Jesli fascynuje was nie tylko język angielski, ale też kulturówka, literatura, metodyka nauczania i parę innych rzeczy, to nie przejumujcie się i go for it!
Pozdrawiam,
Basia
Mi również sudia na anglistyce UW się podobają.Wiedziałam ,czego się po nich spodziewać i spełniły moje oczekiwania.Strasznie mnie to wszystko zainteresowało,szczególnie przedmioty językoznawcze.Jestem bardzo zadowolona i nie żaluję.Napewno nie są to studia bezużyteczne!
Witam! Jestem po drugim roku na ILS i absolutnie nie mogę się zgodzić z Joe. Każde studia mogą być beznadziejne jeśli: a) wybierze się zły kierunek b) ma się nierealne oczekiwania. Nierealne oczekiwania to np.: wymaganie od wykładowców, żeby byli Bogami, myślenie, że tok studiów powinien być układany wg naszej wizji itd. Owszem, zgadzam się, że parę rzeczy można by poprawić (np. usunąć paru niekompetentnych wykładowców), ale czy na innych wydziałach nie ma podobnych problemów? Nie ma uczelni idealnej - takie myślenie to utopia. A co do marnej \"szkółki języka, i to raczej kiepskiej\": na początku jest doszkalanie języka, dlatego może się to kojarzyć ze szkółką, jest to jednak konieczne. Jeśli ktoś uważa, że z poziomem języka z egzaminów wstępnych może być tłumaczem, to współczuję przyszłym klientom. Poza tym wykładowcy nie nauczą się za nas języka, oni jedynie mogą nam w tym pomóc, wskazać kierunki. ILS wymaga bardzo dużo pracy samodzielnej od studenta, wtedy nasza wiedza będzie wzrastać. Byc może zabrakło tego trochę, co Joe?
Zgadzam się. Syf malaria. A pierwszy ruski to prawdziwy poligon, katorga i upokorzenie. Ja przebilem sie na III rok, co pewnie czytający to maturzyści potraktują jako nie lada wyczyn, ale ja Wam mówię, stoję i patrzę w przeszłość z szelmowskim uśmieszkiem lekkiej pogardy, pobłażania i olbrzymiego dystansu. Jeśli lubicie katorżnicze prace o znikomej użyteczności społecznej - priglaszajem w ILS.
To gdzie w takim razie wedlug was jest dobra lingwistyka, jak nie w wawie?? egzaminy wstepne sa trudne, wiec jakas selekcja jest napewno, patrzylam tez na program tych studiow, to jest na serio interesujacy. chyba sie czepiacie, a moze zle wybraliscie kierunek studiow? mzoe jezyki to po prostu nie wasza dzialka i stad takie problemy?
Panie Toyla... Podał Pan zły przykład jeśli chodzi o informatykę. Mówi pan, że tylko 3 na 10 adminów ma papier wyższej uczelni informatycznej. Wcale się nie dziwie... Admin to chyba najgorsza praca dla informatyka po studiach. Jeśli ktoś chce budować strony i nimi administrować, nie musi on konczyc studiów, ale jeśli ktoś chce robić coś poważniejszego w swoim zawodzie i poważnej firmie, bez dobrych studiów informatycznych się nie obedzie. Pozdro
eeeeeee...joe przesadzasz nieco...owszem przyznaje ze ils to nie kraina mlekiem i miodem plynaca, owszem- nie wszyscy wykladowcy sa cudowni i wspaniali (ale nie jest tez az tak fatalnie! ludzie nie demonizujcie!), i owszem- dobrze by bylo robic cos oproccz tych studiow (pielegnowac jakies przydatne hobby, douczac sie w jakiejs innej dziedzinie, kiedy czas na to pozwoli- zaczac gdzeis pracowac...) ale generalnie da sie wytrzymac. wiadomo przeciez wszem i wobec ze 1 i czesto 2 rok to pranie mozgow. kiedy czlowiek przechodzi z liceum czy technikum do uczelni wyzszej to musio zostac, ze sie tak wyraze, skonwertowany aby mogl przyswajac wiedze na zupelnie innym poziomie. tak tez sie dzieje na ilsie, dlatego takie zatrzesienie negatywnych opinii na temat instytutu na tym forum. a jeslis twardy i w miare zaradny (no i sie dostales) to poradzisz sobie i wyniesiesz z tego naprawde calkiem sporo. taka swoista szkola zycia ( w ramach bonusu do zwyklej szkoly.
Ja tez nie moge sie zgodzic z tym ze lingwistyka to bezuzyteczne studia. Nie wiem jak jest w Warszawie, ale w Bydgoszczy, gdzie studiuje, poziom jezyka zdecydowanie wzrasta i to w duzym tempie jesli tylko sie przysiadzie (bo oczywiscie jak ktos jest leserem to wiedza sama do glowy nie wejdzie:-). Nauke praktyczna mamy do konca studiow i dziwi mnie ze w Warszawie konczy sie po 2. roku bo to najwazniejsze przedmioty moim zdaniem.
Pozdrawiam
ja wlasnie myslalam nad pojsciem na te studia , moze mi ktos przyblizyc jakie sa perspektywy pracy po tym kierunku , bo po tym co tu przeczytalam sie z lekka przerazilam........
Praktyczna nauka nie kończy się na drugim roku. NA trzecim roku są ćwiczenia specjalistyczne i translacyjne z języków. Na czwartym i patym same cwiczenia translacyjne.
Jestem na III roku ILS UW. Rzeczywiscie, od tego roku mamy nareszcie samych wykładowców na poziomie. Dotąd wyglądało to tak, że np. native speakerzy po prostu "odwalali" zajęcia (dla zorientowanych: panowie Barry i Carre) lub na każdej lekcji próbowali udowodnić, że to, że nas ucza to wilekie poswięcenie z ich strony, a w ogóle w Polsce jest zimno i brzydko, a na pewno gorzej niz we Francji (pani Hubert)...Trudno ocenić, jakie prespektywy daje ten Instutut, może po 5 latach od skonczenia bedzie mozna coś powiedzieć. Moim zdaniem główne mankamenty to przeładowany program - bardzo mało czasu na życie studenckie oraz marne szanse na wyjazdy z Sokratesa, co na innych wydziałach, nawet na UW, przy pewnym wysiłku jest do zrobienia. A tutaj przeciez powinno byc jak najwiecej takich mozliwosci, bo w koncu to studia jezykowe!
Czasem też można się dowiedzieć na konwersacjach z rodowitym Anglikiem, że cokolwiek nie powiesz, to 'oni mieli to w Anglii 10 lat temu".

Nie warto się zastanawiać, czy anglistyka/lingwistyka to bezużyteczne kierunki- warto się zastanowić, czy mnie to interesuje, co chcę później w życiu robić. Nie rozumiem ludzi, którzy najpierw wybrali dany kierunek, bili się o niego na egzaminach wstępnych a dwa miesiące później nic tylko narzekają, że 'uczą się tam bezużytecznych rzeczy", "że lektorzy olewają wszystko", "że mnie to w ogóle nie interesuje", "że tyle pracy, a mi się nie chce uczyć".. dlatego nie warto kierować się tym, czy dany kierunek da pracę i czy mi wykładowcy wbiją wiedzę do głowy, nauczą się za mnie i wszystko pod nos podstawią... w pracy nikt nie stoi nad nikim i nie mówi "zrób to", "znajdź to i to, tu i tu", nie da gotowych materiałów.

>A
>tutaj przeciez powinno byc jak najwiecej takich mozliwosci, bo w koncu
>to studia jezykowe!

Studia językowe, ale nie kurs językowy. Tu się nie uczymy języka, język musimy umieć przed podjęciem studiów, żeby móc coś zrozumieć z programu. Fonetyka, językoznawstwo, literaturoznawstwo, gramatyka opisowa... to jest znajomość języka jako takiego, a nie języka w sensie komunikowania się w i=obcym języku z innymi. To taki język polski-gramatyka tylko że po angielsku...

pozdrowionka:)
>Studia językowe, ale nie kurs językowy. Tu się nie uczymy języka,
>język musimy umieć przed podjęciem studiów, żeby móc coś zrozumieć z
>programu

Oczywiście, tylko że fajnie byłoby miec przynajmniej taka mozliwość, teraz to właściwie standard, chociazby na prawie; taki wyjazd to nie tylko okazja do podszkolenia języka, ale też przekonania się, jak sie studiuje w innych krajach Unii, poznania międzynarodowego towarzystwa, itd. Szkoda, że wsród tych 10 stypendiów przypadajacych na cały ILS nie ma ani jednego do Wlk. Brytanii, mimo że gros studentów ma jako jeden z języków angielski.
nei wiem czego sie czepiacie tak tego IA, ja tam studiuje kolejny rok i nie spotkalam sie z bledami na poziomie liceum. troche szpanerska ta wypowiedz "dostalismy sie na luzaku"... pozatym na anglistyce mamy swietnych jezykoznawcow, SWIETNYCH, a ludzie od nas wyjezdzaja za granice- promotorem brata mojej kolezanki jest sam Chomsky - no, ale jak patrze na wasze wypowiedzi to i jego pewnie skrytykujecie..a pozatym o poziomie anglistyki powinna swiadczyc dluuuuuuuuuuuga lista zdawajcych...i czesne dla tych, ktorzy nie dostali sie na dzienne. przykro mi ale jak na kazdym forum wasze wypowiedzi sa tendencyjne....;(
Te słowa kieruję do wszystkich, którzy myślą o studiach na ILS. Niewyjaśnionym zbiegiem okoliczności studiuję tu drugi rok i ogólna refleksja jest taka: ILS kills and gives ill skills.
A poważniej... Nie powiem, żebym był zachwycony, ale też nie pozwolę wylewać na ILS pomyj. Studia tam, to nie studia, tylko katorżnicza praca - fakt. Ale czy to się komuś podoba, czy nie, to jednak przy szukaniu pracy w fachu tłumaczeniowym dyplom ILS jest dużo milej widziany niż dyplom z filologii. Więcej, studenci ILS są bardziej pożądani niż filologowie. Wiem, bo załapałem się do tłumaczeń komputerowych tylko dlatego, że jestem z ILS-u. Woleli studenciaka II roku Kostnicy od poważnego studenta IV roku filologii.
A że ILS to paranoja, chaos i czarna dziura czasowa (zatrzymaliśmy się w 1976) to już zupełnie inna historia. No i legendarny Pan Barry...
Mam pytanie: co sie dzieje z Forum ILS?
Ale ludziom mozg pierzecie.....jak chcialam zdawac na lingwistyke to teraz juz niccccc nie wiem.....
Swieta racja. Sa dwie ligi informatykow: "praktycy" i "po studiach".

'Praktycy" -- wszelkie praktyczne szkolki typu pjwstk, samoksztalcenie ksiazkami helionu itp.
"Po studiach" -- to oznacza dobre studia scisle z z elementami iformatyki albo informatyke w dobrej panstwowej szkole (wydzial MIM na UW zajmuje trzecie miejsce w rankingu swiatowym).

"praktycy" nawet nie maja co startowac do tych "po studiach". To kwestia juz nie tylko wiedzy ale i uksztaltowania umyslu. Taki "praktyk" zawsze bedzi lawirowal po obrzezach informatyki (flash, html, adminka) i nawet javascipt zrobi paskudny. a teoretyk bedzie robil ciekawe projekty, implementowal algorytmy itd, itp bo NIE MA NIC PRAKTYCZNIEJSZEGO NIZ DOBRA TEORIA.
Osobiście NIE polecam studiów na ILS (UW) z kilku względów:
Po pierwsze niski poziom prowadzonych zajęć, co robi się już plagą bo na innych kierunkach jest podobnie, z wyjatkiem moze NKJA (UW). Warsztat wykladowców jest bardzo mizerny, w prywatnych szkola gdzie uczen decyduje kto jest jego lektorem nie mieli by żadnych szans, na studiach panstwowych i ogolnie na wyzszy uczelniach studenci boja sie o wpis dlatego wykladowcy maja spokoj... Wiec nie za wiele sie tam mozna nauczyc, wiecej zbednej teori kompletnie nie przydatnej w zawodzie nauczyciela lub tlumacza.
Po drugie Studia zaoczne uzupełniające trwaja az trzy lata i kosztuja najwiecej ze wszystkich mozliwych opcji studiow uzupelniajacych, naprawdo nie warte sa tych pieniedzy. Okres trzech lat jest zdecydowanie zabiegiem marketingowym i ma na celu wyludzenie dodatkowych pieniedzy od studentow... Ta sama liczbe godzin mozna spokojnie zrobic w dwa lata - cztery semestry... tak jak to sie robi Na Uniwersytetach a Łodzi, Krakowie, Wrocławiu...
No i po trzecie, tragiczny sekretariat: zacofanie, nieprzyjemna obsluga i czesto duze kolejki, no i to ciagle wymyslanie jakis problemów - na prawde komuna pełną gebą.
To tyle, jestem absolwentem tej szkoly wiec moge sluzy jakimis radami czy info, Pozdrawiam Tomek [email]
ps polecam KJS Katedra Języków Specjalistycznych
Temat przeniesiony do archwium