Odwoływanie korepetycji

Temat przeniesiony do archwium
Zwracam się do tych, którzy prowadzą korepetycje/zajęcia indywidualne. Jak rozwiązujecie problem odwoływania korepetycji? Ostatnio trochę ludzi mi poodwoływało, a co jest najbardziej nieprzyjemne: w ostatniej chwili. Może powinnam zastrzegać, że jeśli odwołają po upływie 24 godzin do zajęć pobieram połowę opłaty za zajęcia? Jest to wkurzające, ponieważ przygotowuję się, czekam, a tu dostaję smsa godzinę przed, że sorry, ale nie przyjdę, bo coś tam coś tam. Taki biznes i trzeba się przyzwyczaić, czy może macie jakeś rozwiązania?
Może powinnam zastrzegać, że jeśli
>odwołają po upływie 24 godzin do zajęć pobieram połowę opłaty za
>zajęcia?

Tak bym postapił. Ja akurat dawałem korepetycje głównie znajomym, w związku z czym nie opracowałem 'strategii postępowania' w takich przypadkach, ale trzeba się zabezpieczyć - i trzeba się szanować.
Mnie sie do tej pory raz zdarzylo ze mi osoba odwolala zajecia dzwoniac w trakcie moich zajec. Tak to odwoluje zajecia zwykle dzien wczesniej (jesli cos wypadnie, a czasem sie tak zdarza zwlaszcza jak dostanie za duzo pracy domowej albo jest test). To tez jest wkurzajace, ale wlasnie zawsze mam problem co powiedziec..raz babka przegiela bo przyjechalam do niej a ona mi powiedziala ze niestety jest chora i nie moze miec ze mna zajec;/
W większości mam zajęcia z dorosłymi ludźmi, więc powody typu testy i nieodrobione prace domowe raczej nie wchodzą w gre. Małolaty już oduczyłam dzwonić i odwoływać - powiedziałam, że będę rozmawiać z rodzicami i w ogóle chcę żeby jeśli już to oni odwoływali.
To co piszesz o tej babce to już szczyt! To jest między innymi powód, dlaczego prowadzę tylko u siebie w domu.
asertywnie wyrazaj dezaprobatę i kasuj za zajęcia odwolywane w ostatniej chwili. 24 godziny to moze zbyt duzy margines czasu? Jesli ludzie sa dorosli i pracuja, zawsze moga miec podbramkowe sytuacje - pilny projekt, zly humor szefa, etc. Jesli nie jest to notoryczne, wydaje mi sie, ze odwolanie/przelozenie zajec kilka godzin przed powinno być ok.
A ja chciałbym poruszyć temat niekompetencji niektórych korepetytorów, którzy zlewają sobie wszystko a później sie martwią co zrobić zeby nie stracić dodatkowej kasy.Akurat miałem taką nieprzyjemność z jednym takim co sie spóźniał na lekcje i wychodził 15min przed końcem pod pretekstem ze musi coś pilnego załatwić.
ja też mam z tym problem (a kto z uczących nie ma?). Wkurza mnie to, ale z jednej strony trzeba zrozumieć, że coś takiego moze się przytafić. Ktoś zachoruje, coś mu wypadnie itp. Pod warunkiem, że to pojedyncze przypadki w 'historii' danej osoby.

Miałam kiedyś osobę, która nie chodziła kilka tyg pod rząd, kombinowała. Podziękowałam jej za współpracę jak tylko się pojawiła. Jak napisał mg trzeba się szanować, a że co rok odmawiam kilku osobom, żeby potem uczyć kogoś raz na miesiąc ... gdzie tu sens???

Raz miałam dziewczynę, której zdarzyło sie kilka razy wysłać mi smsa na chwilę przed lekcja (pisząc okrągłymi, pięknymi zdaniami, że nie może przyjśc). Po którymś smsie oddzwoniłam do dziewczyny i powiedziałam spokojnie i kulturalnie ...:))) .... ze ja muszę płacić mojej opiekunce za tą godzinę (mam małe dzicko), ze kobieta przychodzi niepotrzebnie, ja czekam i ma więcej tak nie robić. Na razie spokój.

Za młodu uczył mnie pewien pan (obecnie profesor, wówczas doktor), któremu płaciliśmy po zakończeniu miesiąca. Zawsze całą kwotę! A jak nas nie było, to był nasz problem, kasę trzeba było zapłącić. No i ja chyba nigdy nie opuściłam lekcji :))
Ja się ostatecznie przygotowuję do zajęć 24 godziny przed nimi i jeśli są odwołane to znaczy, że straciłam czas na przygotowanie. Poza tym fakt, że jestem studentką nie oznacza, że nie należy szanować mojego czasu.
To załóż sobie osobny wątek.
To nie jest tak,że nie jestem wyrozumiała. Staram się, ale jak mg napisał - trzeba się szanować. Szanuję czyjś czas i pieniądze - rzetelnie przygotowuję się do zajęć, nie skracam, zwykle nie kończę teżrówno po godzinie, ale parę minut później. Może to moja wina, że milczę i że nie proszę o powiadamianie wcześniej...
jasne, ze tak. absolutnie nie powinnas milczec - powiedz uczniom to, co napisalas nam i powiedz, czego wymagasz. Jesli tego nie zrobisz, watpie, aby sami sie domyslili. Niestety :/

Chodzilo mi tez o to, ze jesli Twoi uczniowe sa juz dorosli, czesto zmiany w planie dnia moga byc niezalezne od nich. Szefowie zazwyczaj nie maja zwyczaju uprzedzania o tym, ze w ostatniej chwili zwala na komus na glowe kilka godzin dodatkowej pracy. Oczywiscie, jesli dajesz korepetycje w weekend, to zupelnie zmienia postac rzeczy :)
Jeśli jesteś dobrym nauczycielem, to korepetytanci nie chcą opuszczać Twoich zajęć - zbyt wiele tracą. A jeśli mało korzystają, to im nie zależy. A pomysł pobierania opłat za lekcje nieprzeprowadzone zniechęci tych, którzy jeszcze chodzą.
A co z Fiskusem - jesteś w stosunku do niego uczciwa?
najgorzej to prowadzić zajęcia dla dzieci znajomych jakis cioci i tp,
ciocia prosi twoja matkę, matka prosi ciebie,
a potem się okazuje, że ma się jeździć za miasto, czeka się na przystanku pks na samochód ze znajomą cioci, która zabiera do dziecka, potem ma się wracać samemu godzinę do miasta, no i pewnego razu zdarzyło mi się, że czekam na panią, czekam i nie przyjechała, zero telefonu, dzwoniłam tam kilka razy, nikt nie podnosił słuchawki, nagrywałam się itp, zero odpowiedzi, za tydzień poszłam na przystanek pks i znów zero kontaktu, 3ci raz to samo, a czwartym razem nie poszłam i telefon do cioci, że ja niesolidna, nie przychodze na umówione spotkanie, potem do mnie propozycja, że mogę sie zrehabilitowac udzielając lekcji za darmo, zrezygnowałam z tego ucznia
i ciocia się obraziła, nawet do matki dzwoniła z pretensjami,

z rodzinką to najlepiej się wychodzi na zdjęciu.

ale miałam też uczniów których odwiedzałam w domu, np wysyłali maila jak prawie stałam w dzwiach, że dziś nie chcą lekcji, albo wysyłali smsa, że nie maja czasu, a za 2 minuty miały się zaczynać zajęcia, a raz to przychodzę do studenta, a tam jego rodzinka zaskoczona, i że syn nieobecny, bo własnie wyjechał i nie wiadomo kiedy będzie. albo też dzieci odwołujące korki dzwoniące w momencie rozpoczęcia zajęć, a potem się okazywało, że rodzice nie wiedzieli o tym.

takich powyższych skreślam po takich incydentach, nie ma sensu tracić czasu.

co do przyjmowania osób u siebie, to koleżanka miała incydent, że pani przyszła na lekcję, potem chciała do toalety, a potem współlokatorka kolezanki zauważyła w łazience brak perfum, zapłakana przyleciała powiedzieć, patrzy a pani ta, przypadkowo miała otwartą torebkę i tam koleżanka zobaczyła błyszcząca nakrętke tych perfum, bo to duża butla była, 150 ml, sama jej te perfumy kupiłam na urodziny, koleżanka wyciągnęła znienacka te perfumy z tej torebki za korek i patrzy a to jej perfumy!
Awanturka się wyzwiązała, pani twierdziła, że to jej, ale ja na dole butelki wygrawerowałam inicjały koleżanki i pani zaraz zbierała się do wyjścia, niby, że się spieszy nagle, no i koleżanki nie wiedziały, czy wezwac policję, bo korki były udzielane bez rachunku i tym samym bez płacenia podatku.
także takie sytuacje tez są.
Temat przeniesiony do archwium