GoBest

Temat przeniesiony do archwium
Lektorzy nie mogą uczyć online (w żadnej innej szkole ani prywatnie), jeśli uczą w tej szkole.

Ogólnie zostaje im odebrana możliwość uczenia online poza tą szkołą - nie tylko nie mogą "podkradać" klientów (co jest rozsądne i oczywiste), ale nie mogą uczyć NIKOGO przez internet (nawet osób kompletnie niezwiązanych z ta szkołą).

Chciałam zapytać, czy tak jest też w innych szkołach? Proszę o odpowiedzi :)
edytowany przez [konto usunięte]: 08 gru 2017
też jestem ciekawa, zna ktoś odpowiedź? mogą tak komuś zabronić uczyć przez internet? jest to legalne?
Nie jest, ale straszyc wiatrem to mozna tylko glupiego.....
aha, dzięki za inf :)
W wielu krajach pracodawcy mają w umowie tzw "no moonlighting clause/policy". Podpisanie jej jest warunkiem zatrudnienia i pracownik nie może się angażować zarobkowo poza 'ścianami' biznesu.
edytowany przez Aaric: 29 mar 2018
Ta 'no moonlighting clause' jest teraz dyskutowana przez Rzad zeby to wprowadzic we wszystkich zawodach, ale nic z tego nigdy nie bedzie. Nikt sie na to nie zgodzi.
To jest to samo co fryzjerka pracujaca w zakladzie, ktora by kiedys tam ucinala/robila wlosy swojej rodzinie - czy rodzina ma na nia donosic?
Dzisiaj czytalam w Interii, ze gdy ten przepis wejdzie w zycie, to od razu zabraknie pielegniarek, lekarzy, dentystow i innych osob pomocniczych w szpitalach i sluzbie zdrowia w Polsce. A nawet nie mowmy o nauczycielach, ktorzy teraz musza szukac etatow (pare godzin tu a pare godzin tam) w paru szkolach.
Czy dyrektorzy macajac palce tu i tam tez zrezygnujac z posad?
Dead in the water.
Cytat:
To jest to samo co fryzjerka pracujaca w zakladzie, ktora by kiedys tam ucinala/robila wlosy swojej rodzinie - czy rodzina ma na nia donosic?
Nie o to chodzi. To jest po to by uniknąć przykładowej sytuacji że dana fryzjerka oferuje klientom tegoż zakładu usług w prywatności swojego domu. Zakład traci klientów i często te 'lewe' usługi są wykonywane korzystając z preparatów (szamponów, farb, odżywek itp.) należących do pracodawcy.
Wtedy to jest kradziez i to inna sprawa. Rozumiem, to z fryzjerka ktora kradnie produkty zeby dawac uslugi w domu, tylko tego typu uslugi sa bardzo trudno do udowodnienia, bo kto zglosi sie ze dostane uslugi fryzjerskie za pol kosztu teog co dostaje w salonie. Czy bedzie robilo jakas roznice, jak fryzjerka uzywa produkty ktore klient sam kupi...?

Ale w jaki sposob bedziemy donosic na pielegniarke ktora jest w jednym szpitalu a pozniej w drugim, albo na naulczyciela ktory ma 2 godziny w jednej szkole a pozniej 5 godzin w drugiej?
edytowany przez terri: 30 mar 2018
Cytat:
Wtedy to jest kradziez i to inna sprawa. Rozumiem, to z fryzjerka ktora kradnie produkty zeby dawac uslugi w domu, tylko tego typu uslugi sa bardzo trudno do udowodnienia,
'kradzież' klienta też wchodzi w rachubę.
Zdarza się że pielegniarka przykładowo jest na zwolnieniu i pobiera zasiłek chorobowy a okazuje się że w tym samym czasie pracuje gdzieś indziej.
Są wypadki że fryzjer komuś włosy spali lub pielęgniarka pomyli jakieś tam lekarstwa, wszystko wychodzi na jaw i nie wiadomo gdzie się odwołać i kto ma płacić odszkodowanie ;))
pomijając "kradzież" klienta - bo to wiadomo, że to jest zakazane

czy dobrze rozumiem - w wielu krajach są takie zasady, że nie można wykonywać w innym miejscu tych samych usług nawet klientom niezwiązanym nijak z pracodawcą, ale w Polsce takiego prawa NIE ma?
edytowany przez [konto usunięte]: 31 mar 2018
zna ktoś odpowiedź?
może np tutaj znajdziesz ktosia:
darmoweporady.pl
o, fajnie :) jak ktoś ma jakieś doświadczenia na taki sam temat, piszcie proszę :)
Temat przeniesiony do archwium