Helen Doron

Temat przeniesiony do archwium
1-30 z 119
poprzednia |
Czy ktoś z bywających na forum ma jakieś zdanie o szkole dla dzieci Helen Doron?
Interesuje mnie ich uczciwość , podejście do nauczycieli i rodziców dzieci uczących się itp.
Czy ktoś może uczył w tej szkole?Jak wrażenia?
Dzięki
metoda super:) Dzieci przeszczęśliwe. Nauczyciele OK. Nie rozumiem pytania o uczciwość. Czyli co? Rodzic płaci i otrzymuje konkretną usługę- czyli kurs dla dziecka. Metoda znana od kilkunastu lat w kilkunastu krajach więc coś w niej musi być. Niesłyzałem żeby ktoś narzekał. Ja i moje dzieci na pewno nie.
moja znajoma prowadzi zajecia helen doron i nigdy nie slyszalem zeby ktoremus z dzieci sie nie podobalo i nie chcialo chodzic na zajecia. dziecko mojej znajomej chodzi na takowe zajecia i tez sa bardzo zadowoleni. ja sam mam zajecia z dzieciakami ktore skonczyly juz sie uczyc helen doron - ich poziom jest naprawde swietny. wczesniej zajecia z angielskiego mialy wlasnie tylko metoda HD i naprawde widac ze jest ona skuteczna i przynosi naprawde duze korzysci dziecku a i chec do nauki jezyka pozostaje.
Może rzeczywiście niejasno zapytałam.
Chodziło mi o relacje nauczyciel(pracownik) - kierownictwo(firma).
Ciekawa jestem, czy ktoś tam pracował jako nauczyciel i jego opinii o szkole.
Przed przyjęciem do pracy oferują szkolenie(obowiązkowe oczywiście) w cenie 2,5 tys za 5 dni. Gwarancji zatrudnienia nie ma.
Czy to nie wygląda dziwnie?
aaah :)
a o ktora konkretnie szkole chodzi?
tam gdzie pracuje lektorzy helen doron wysylani sa na te szkolenia za te duze pieniadze ale wlasnie po to zeby potem ich zatrudnic. poza tym slyszalem ze bedac nauczycielem HD szkola jezykowa staje sie jakby posrednikiem miedzy nauczycielem a tymi ktorzy do tego szkola.
ale najlepiej zeby sie wypowiedzial sam lektor tejze metody
Moim zdaniem poziom takich dzieciaków jest przecietny i to bardzo. Czasem dzieciaki naprawde nie chca sie uczyc i przychodza tylko dla zabawy. Owszem mozna tam zapisac 3 - latki i 4 - latki ale wiek 6 lat nakłania do ciut ambitniejszej pracy. Chodzi mi o to ze szescioletnie dziecko moze sie skupic przy biurku ogladajac kolorowa ksiązke i słuchajac piosenek w jez. angielskim. Moze tak sie skupic pol godziny. Moim zdaniem powinno tak sie uczyc , jesli zalezy nam na wymiernych efektach.
Poza tym ..no niestety juz od wieku 6 lat powinnismy nakłaniac pocieche do skupienia przez 15 minut, a najlepiej pól godziny. Dziecko wtedy przyzwyczaja sie do tego i niejako zdaje sobie sprawe ze tak niestety w zyciu przyjdzie sie im uczyć. Przez zabawe mozna sie nauczyc duzo ale tylko w pewnym etapie wiekowym (zadawalajace efekkty dla czterolatków, dla 6, 7 latków polecam cos innego).
Oczywiscie super sprawa są scenki teatralne, gry , zabawy . Sama na prywatnych lekcjach poświecam im około 50 % przeznaczonego czasu ale NIE 100%.
jestem nauczycielem HD, zajmuje sie glownie dziecmi w wieku 1,5-4 lata. chetnie odpowiem na Twoje pytania przez e-mail [email] w tej chwili po prostu nie mam czasu sie rozpisywac. pozdrawiam.
Oczywiscie ze to całe przedstawienie to dziwna bardzo sprawa ,otuz zatrudnienia jako takiego niema,zadnych dokumentów,zadnego swiadectwa pracy,a jesli chcesz odejsc to kazą Ci płacic owe 2,5 tysiąca zł,za ów kurs trwajacy niespełna 4 dni.Mlode naiwne studentki anglistyki,dają sie nabrać na prace z często marudnymi dziećmi,za oferowene ''wysokie'' wynagrodzenie,ale dopiero juz po kursach,które tak naprawde wynosi 400zł. "Dziękujemy Wam"Helen Doron
no tak, wiek 6 lat naklania do ciut ambitniejszej pracy, dlatego im dzieci starsze tym np wiecej pisania.
poza tym, wg mnie dziecko nie jest w stanie pochlanac tyle siedzac nad ksiazka. a przeciez to o to chodzi zeby dziecku jak najwiecej tego zostalo w glowie i wg mnie taka wlasnie jest rola tych zajec. niech dziecko sie przekona do jezyka, niech mu potem bedzie latwiej.
co do zatrudnienia to wszystko zalezy od szkoly jezykowej. fakt, placi sie 2,5 tys za kurs, ale potem jesli sie ma sporo grup to naprawde mozna niezle zarobic. tak sie sklada ze kilku moich znajomych prowadzi takie zajecia i sa one dla nich bardziej oplacalne niz innego typu zajecia. choc jesli ktos ma mala grupe dzieci no to sie nie dziwie ze zarabia 400zl
Ciekawa jestem, jak wygladaja oplaty franczyzowe, ktore trzeba placic Helen Doron. Placi sie od kazdego ucznia? Sa wysokie?
Hmmm... Nauczyciele mili, materiały do nauki bardzo ładne, dzieci chodziły chętnie, ale...Po trzech latach nauki moich dzieci w HD mam pewne wątpliwości co do skuteczności metody. Poziom EFI = super, MEFi = b.dobrze, ale im wyżej, tym większa była konieczność utrwalania materiału w domu, i nie poprzez słuchanie kasety, ale praca z książeczką. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że dzieci mało zdolne...
Ciekawe na jakiej podstawie tak twierdzisz? Jakies badania porownawcze? Czy tylko prywatna opinia? Czyzby twoje jedno dziecko sie uczylo metoda HD a drugie nie i widzisz roznice? Czy nalezy zabierac dziecku radosc tylko dlatego ze ukonczylo 6 lat? Argumentujac w ten sposob mozna by powiedziec ze system edukacyjny jest zly bo dzieci srednio umieja i dlatego nie nalezy chodzic do szkoly.
.jkkkj
Pracowałam w biurze Centrum Helen Doron przez kilka miesięcy, teraz jestem przed szkoleniem na nauczyciela. Zdecydowanie nie zgodzę się z opiniami, że po szkoleniu nie ma gwarancji zatrudnienia - nie wiem, gdzie zasięgaliście opinii, ale to konkretna placówka wysyła nauczyciela na szkolenie i zatrudnia go u siebie. Nie spotkałam się nigdy z sytuacją, w której szkoła wysłała na kurs, a później nie zatrudniła u siebie.
Swoją drogą bardzo rzadko zdarza się, żeby kursant sam opłacał szkolenie - wiele szkół zakłada pieniądze za nauczyciela, a później potrąca mu tą kwotę od wynagrodzenia. To kwestia dogadania się ze szkołą.
Paweł48, chyba się mocno rozczarowałeś szkołą HD. Przypominam, że wszystkie kwestie związane z opłatą za kurs i samą pracą rozsądny człowiek rozwiązuje negocjując umowę o pracę. Rozliczałam wynagrodzenie nauczycieli i nie uważam wcale, aby były to małe pieniądze.
A co do konieczności pracy w domu ze starszymi dziećmi - nie słyszałam, aby ktoś nauczył się języka obcego pracując jedynie na zajęciach.
Pozdrawiam serdecznie
>A co do konieczności pracy w domu ze starszymi dziećmi - nie
>słyszałam, aby ktoś nauczył się języka obcego pracując jedynie na
>zajęciach.
Nie słyszałaś? To dziwne. Bo to właśnie obiecuje Helen Doron. Że ta rewelacyjna metoda pomaga nauczyć się tylko za pomocą zajęć i słuchania kasety, dlatego jest taka rewelacyjna (i pewnie dlatego warto zapłacić za kurs więcej niż za inne kursy). Słyszałam to z ust samej Helen Doron (to o rewelacji nie o płaceniu) podczas jej prezentacji na IATEFL Conference bodaj w 2000 roku.
A to ciekawe co piszesz, aposteriori. Dobra masz pamiec, skoro zapamietalas słowa Helen z przed 8 lat. W zeszlym roku bylam na konferencji, i jakos inne rzeczy zapamietalam:)
Moim zdadniem, to co napisalas jest troche wyrwane z kontekstu. Nie sadze aby HD pisala ze TYLKO sluchanie i chodzenie na zajecia sprawialy, ze dzieci super beda znaly angielski. Istnieja, tez inne czynniki. Uwazam, ze metoda bazuje na tym, owszem, a Helen moze chodzilo bardziej o fakt osluchania sie z angielskim poprzez plyty cd, co wyroznia metode od innych kursów. W Polsce, niewiele jest takich, ktore maja tak swietnie opracowane sety do nauki i zajecia! Ksiazeczki HD to nie sa zwykle coursebooki, tylko z 'listening activies'.

Jesli chodzio sluchanie, i to ze w pozniejszym wieku trzeba wiecej pracowac...

Powiem tak: 85% sukcesu zalezy od sluchania plyt i obecnosci na zajeciach. Jednak zdolnosci, checi, i podejscie dzieci tez sie licza. Sa dzieci, ktore same z plyty potrafia recytowac wierszyki lub rózne story, a sa dzieci, ktore wola grac godzinami na komputerze i sluchac plyty 1 w tyg, przed zajeciami, i miec plyte generalnie gdzies. NIestety, bez zaangazowania, nie ma sukcesu, i tez nalezy o tym pamietac! Dzieci, ktore faktycznie sluchaja plyty, i podoba im sie kurs, ucza i bawia sie swietnie.
zapamietałam, bo dałam sie na to nabrać, to raz;
piszesz "Jednak zdolnosci, checi, i podejscie dzieci tez sie licza"; nieprawda. HD mówiła wtedy, że bynajmniej, bo "children don't listen, they hear" czyli wystarczy każdemy dziecku tę kasetę puścić i będzie jak native - to dwa.
A trzy - są badania ( w Polsce w Krakowie), które porównuja dzieci uczone metodą HD z native'ami i kicha - te dzieci nie umieją specjalnie nic, więc mówienie że kursy HD "maja tak swietnie opracowane sety do nauki i zajecia" jest kolejnym nadużyciem, bo skoro te sety io zajęcia relatywnie niewiele dają, to nie są świetne. Do tego wszystkiego kazde w miarę rozgarnięte dziecko mające więcej niż 2 lata prędzej czy później dostaje alergii na te kasety i metoda nie różni się od zajęć z angielskiego prowadzonych w przedszkolu za rogiem, a kosztuje 5x więcej. I to jest nadużycie. Hough!
Rokita (2005) aimed to find out how much and what content very young children (1–4 years of age) were able to learn in a formal setting.

Five children learning English following Helen Doron’s method (Sip 2003; www.helendoron.com; accessed 20/10/2007) and two children learning English in bilingual families were involved in a longitudinal study.

The results of the research clearly showed that in such early foreign/second language acquisition the most significant role is played by the quality and quantity of linguistic input, as well as by its provision by parents.

Moreover, beginning with a two-word stage in the L1, children from bilingual families reached the communicative level within two years, whereas children learning English in a formal setting acquired 200 words, which turned out to be insufficient to go into the multi-word-expression stage.

It was also revealed that older children learning English for a longer period of time learnt more words at a faster rate than younger children.
These findings call into question the role of implicit speech development mechanisms when FL acquisition takes place in a formal context. Rather, they provide an argument against a very early start in FLL that runs parallel to L1 acquisition.

Language Teaching (2008), 41:1, p. 57-92, Cambridge University Press.

(available online)
ja własnie o badaniach Rokity pisałam wyżej (nie chciałam sobie tylko jej nazwiskiem gęby bez potrzeby wycierać). Publikacji on-line nie czytałam, ale byłam na prezentacji Rokity na Konferencji ISAPL 2004. I ona tam pokazywała, na wykresie, bardzo wysokie słupki znajomości języka dla dzieci z rodzin dwujęzycznych i bardzo marne słupki dla 4 dzieci uczonych metodą HD. Był sobie, pośrodku (między dziećmi bi i dziećmi HD) jeden słupek pewnej Zosi uczonej metodą HD. Skąd taki wysoki wynik? Otóż mamusia Zosi tłukła z Zosią angielski codziennie. Pytanie: kto tak fantastycznie uczy - Helen Doron, czy niektóre zapalone mamusie? I proszę mi tu komercyjnego kitu nie wciskać, szanowni franczizerzy.
Dzieci z dwujęzycznych rodzin zawsze będą miały lepiej, więc poślubiajmy osoby z zagranicy jak chcemy mieć nativów. :)

a tak na marginesie co to za badania na "reprezentatywnej" grupie czterech osób? :)

Toż to nawet mniej niż błąd statystyczny.

A czy były na tej prezentacji wykresy dla dzieci uczone inaczej niż Metodą HD?

Czy ktoś gdzieś robił RZETELNE badania?
badanie nie musi byc statystycznie rozdęte, żeby było rzetelne, są też tzw. case studies. Jeżeli Rokita zbadała 4 dzieci dwujęzycznych i 4 uczonych metodą HD i wyszło, że każde 2j jest KILKA RAZY LEPSZE od każdego HD, to jest to wynik, który nam coś mówi o rewelacyjnej skuteczności tej metody.
Co to twoim zdaniem statystyczne rozdęcie?
Bo w metodologii nauk bazujących na statystyce nie ma takiego pojęcia.
Jest za to pojęcie rzetelności/wiarygodności i granicy błędu statystycznego.
I do jej pomiaru służy stosunek składu (zróżnicowania) i wielkości próby do wielkości całej badanej populacji.
Case studies są dobre jako badania wstępne ale nie pozwalają wyciągać daleko idących wniosków.Jeśli ktoś próbuje to zrobić i wnioskować o większej zbiorowości na podstawie case study to popełnia poważny błąd metodologiczny tzw.błąd ekologizmu.
A propos tego badania.Mnie ono nic nie mówi.Dużo lepsze badania na dużych próbach prowadzono choćby w Izraelu i w Hiszpanii.One mają jakoś wartość poznawczą.Badanie na 4 dzieci to z metodologicznego punktu widzenia nawet nie jest badanie na małej próbie bo taka zaczyna się od co najmniej 100 osób.Tak na dobrą sprawę to nawet nie jest case study.
To może być najwyżej punkt wyjścia zainteresowań badacza i początek badań.
Ale znam rzetelniejsze studia eksploracyjne.
>Dużo lepsze badania na dużych próbach prowadzono choćby w Izraelu i w Hiszpanii.
Zacytuj, chetnie poznam ich wyniki
Tak na dobrą sprawę to nawet nie jest case
>study.

Do case study wystarczy jedna osoba.
>Zacytuj, chetnie poznam ich wyniki
Hmm..A google masz? Myślę,że masz.To poszukaj badań o dwujęzycznych dzieciach.
Też bym chciała,żeby na każdy interesujący mnie temat wyszukiwania robił za mnie ktoś inny.I wiesz co? Świat nie jest aż tak idealny.Research muszę robić za każdym razem samodzielnie.
A propos twierdzenia,że do case study wystarczy jedna osoba.
Przykro mi, z wykształcenia jestem m.in. socjologiem i z tej racji muszę mieć pewne pojęcie o metodologii badań i do żadnego case study jedna osoba nie wystarczy.Inna kwestia,że wszystko można spartaczyć jeśli się chce, badania też.
W wypadku badań ilościowych nawet do tego stopnia,że z definicji nie będą to już badaniami.A do badań jakościowych też potrzebna jest sensownie dobrana próba.Dobór próby i jej wielkość musi być uzasadniony metodologią i problematyką a nie jedynie dostępnością osób ,które można łatwo poddać badaniu.
>będą to już badaniam
nie będą już badaniami
Oczywisty błąd z mojej strony.
Przepraszam.Nie mam zamiaru popularyzować na forum ziomalortografii.
>Hmm..A google masz? Myślę,że masz.To poszukaj badań o dwujęzycznych dzieciach.

aha, to tak jakbyś na pytanie "znasz taką ksiązkę o młodym czarodzieju?' odesłała pytającego do katalogu tematycznego w bibliotece. Niech szuka.
Powołałaś się na konkretne badania. Nie potrafisz podać ich tytułów? Bo zestw słów kluczowych, jaki wycedziłaś, jest zbyt szeroki
Israel Spain bilingual children
Nie wiemy nawet, czy 'helen doron' też będzie wsród słów kluczowych. A może mamy szukać prac w innym języku?
Nie chcesz czy nie potrafisz wskazać konkretnych prac?

nie wiem, czym jest 'case study' w socjologii. W medycynie wystarczy jeden pacjent.
Do mg:
metodologia badań,które mają jakąkolwiek konkluzywną wartość dla nauki jest na całym świecie taka sama,dla wszystkich nauk.
To odróżnia naukę od wiedzy potocznej.
Wyszukiwać za nikogo nie mam zamiaru.
Wszystkie poważne i wartościowe badania są dostępne na całym świecie przynajmniej w jednym języku obcym.Najczęściej jest to angielski lub niemiecki.
Czyli dokładnie nie wiesz co to za badania tylko gdzieś tam coś słyszałaś?
Temat przeniesiony do archwium
1-30 z 119
poprzednia |

 »

Inne strony do nauki języków